Czy istnieją „złe” emocje? O pułapce oceniania stanów emocjonalnych.
Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego tak łatwo przychodzi nam dzielenie naszych uczuć na te „dobre” i te „złe”? Radość, miłość, duma – to te, które witamy z otwartymi ramionami. Chcemy czuć je jak najczęściej. Po drugiej stronie barykady stoją złość, smutek, strach czy wstyd. Te z kolei traktujemy jak nieproszonych gości, których najchętniej wyrzucilibyśmy za drzwi, zanim zdążą zdjąć buty.
Co warto wspomnieć – jeśli przyjrzymy się liście wszystkich ludzkich emocji, szybko zauważymy, że tych, które potocznie określamy jako „złe” lub „negatywne”, jest znacznie więcej niż tych „dobrych”. Złość, strach, smutek, wstręt, wstyd, zazdrość, pogarda – lista jest długa. Po drugiej stronie, w kategorii „pożądanych”, mamy m.in. radość, dumę, miłość – bez wątpienia jest ich mniej. Czy to oznacza, że jesteśmy jakoś wadliwie skonstruowani, by z natury głównie cierpieć? Absolutnie nie. To pokazuje jedynie, jak precyzyjny i wyczulony jest nasz „ewolucyjny system alarmowy”.
W naszym społeczeństwie ten podział jest tak głęboko zakorzeniony, że wydaje się naturalny jak oddychanie. Słyszymy od dziecka: „nie złość się”, „nie płacz”, „uśmiechnij się”. Dostajemy jasny komunikat – pewne emocje są niepożądane. Należy je tłumić, ukrywać, a najlepiej w ogóle ich nie odczuwać.
Jako autorzy projektu „Męskie Emocje” chcemy dzisiaj postawić tezę, że ten podział nie tylko jest fałszywy, ale jest wręcz szkodliwy. Czas zdjąć etykietki „dobry” i „zły” z naszych uczuć i zobaczyć, co tak naprawdę się pod nimi kryje.
Dlaczego etykietka pt. „zła emocja” to ślepy zaułek?
Pomyśl o tym w ten sposób: kiedy w Twoim samochodzie zapala się kontrolka niskiego poziomu paliwa, czy mówisz, że to „zła kontrolka”? Czy próbujesz ją zignorować, zakleić taśmą i udawać, że nie istnieje? Oczywiście, że nie. Rozumiesz, że to ważny sygnał, informacja, która ma Ci pomóc uniknąć problemu – w tym przypadku, zatrzymania się na środku drogi.
Dokładnie tak samo jest z emocjami. Każda, absolutnie każda emocja jest taką właśnie „kontrolką”. To informacja od naszego systemu nerwowego, która mówi nam coś ważnego o nas samych i o świecie dookoła. Nazywając złość, smutek czy lęk „złymi”, wpadamy w pułapkę. Zaczynamy walczyć nie z przyczyną problemu, ale z samym sygnałem. To tak, jakbyś zamiast zatankować samochód, rozbił młotkiem deskę rozdzielczą.
Kiedy czujesz złość, a jednocześnie w głowie masz myśl „złość jest zła, nie powinienem się złościć”, tworzysz dodatkowy konflikt wewnętrzny. Do pierwotnej emocji dokładasz poczucie winy, wstyd albo frustrację, że nie potrafisz „kontrolować” swoich uczuć. To prosta droga do tłumienia, które – jak wiemy – może nie skończyć się dobrze. Emocje nie znikają, kiedy je ignorujemy. Kumulują się i znajdują ujście w najmniej oczekiwanych momentach: w postaci niekontrolowanego wybuchu, objawów psychosomatycznych (bóle głowy, problemy z układem pokarmowym), a nawet stanów lękowych czy depresyjnych.
Każda emocja ma swoją robotę do zrobienia
Skoro żadna emocja nie jest „zła”, to jaką funkcję pełnią te, których tak bardzo nie lubimy czuć? Każda z nich jest ewolucyjnym narzędziem, które pomagało nam przetrwać i które do dziś pełni kluczową rolę w naszym życiu.
- Złość: To nie jest tylko ślepa agresja. Złość to sygnał, że Twoje granice zostały naruszone, że dzieje się coś niesprawiedliwego albo że na drodze do ważnego dla Ciebie celu pojawiła się przeszkoda. To energia do działania, do zmiany, do obrony tego, co dla Ciebie cenne i ważne. Bez złości bylibyśmy bierni i pozwalalibyśmy innym mówiąc kolokwialnie – wchodzić nam na głowę.
- Smutek: Może pojawić się w odpowiedzi na stratę, porażkę, czy głębokie rozczarowanie – ale nie tylko. Jego najczęstszy wyraz, czyli płacz, to naturalny mechanizm pozwalający nam pozbyć się nagromadzonego w ciele napięcia i stresu. Jednocześnie, ten sam wyraz smutku pełni kluczową funkcję społeczną. Płacząc wysyłamy otoczeniu niewerbalny, ale niezwykle czytelny sygnał: „potrzebuję wsparcia, bliskości, zrozumienia”. To zaproszenie, które wzmacnia więzi i pozwala innym okazać nam troskę. Traktowanie go, a zwłaszcza płaczu, jako oznaki słabości, to odcięcie się od jednego z najbardziej fundamentalnych i skutecznych mechanizmów radzenia sobie ze stratą, jakie dała nam natura.
- Strach/Lęk: To nasz wewnętrzny system alarmowy. Informuje nas o potencjalnym zagrożeniu – fizycznym lub psychicznym. Mobilizuje organizm do reakcji „walcz, uciekaj, zastygnij” (fight, flight, or freeze) – przygotowując nas na wyzwanie.
- Wstyd: Choć niewątpliwie jest jedną z rodzaju tych nieprzyjemnych emocji, pełni ważną funkcję społeczną. Sygnalizuje nam, że nasze zachowanie mogło naruszyć normy grupowe/społeczne i grozi nam wykluczenie. Motywuje do refleksji nad swoim postępowaniem i naprawy relacji z innymi.
Emocjonalny gorset kulturowy: Co wolno czuć mężczyźnie?
Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy nałożymy na to wszystko filtr kulturowy i płciowy. Nasze społeczeństwo, choć powoli się zmienia, wciąż ma bardzo konkretne oczekiwania co do tego, jak mężczyźni i kobiety powinni wyrażać swoje emocje. Utarło się, że „prawdziwy mężczyzna” nie okazuje słabości. A co jest uznawane za słabość? Przede wszystkim smutek, strach i bezradność.
Słynne „chłopaki nie płaczą” to nie tylko pusty slogan. To instrukcja, którą wielu z nas dostawało od najmłodszych lat. Smutek stał się dla mężczyzn emocją zakazaną, czymś, co należy ukryć, przemilczeć, „wziąć na klatę”. Mężczyźni, którzy nie pozwalają sobie na przeżywanie smutku, często nieświadomie zamieniają go w złość – ponieważ kulturowo jest bardziej „akceptowalna”.
Co ciekawe, ten sam mechanizm działa w drugą stronę. Od kobiet często oczekuje się, że będą łagodne i ugodowe, więc wyrażanie przez nie złości bywa postrzegane jako „histeria” lub „niestosowność”. W ten sposób kultura zamyka nas w pewnych ramach, a jakiekolwiek wyjście poza nie traktuje jako coś niepożądanego.
Emocje przyjemne i nieprzyjemne – alternatywna propozycja
Zatem w jakich kategoriach możemy myśleć o emocjach? Znacznie bardziej pomocna i zgodna z rzeczywistością jest kategoryzacja na emocje przyjemne i nieprzyjemne.
Ta z pozoru drobna zmiana w nazewnictwie ma ogromne znaczenie. Słowo „nieprzyjemny” opisuje subiektywne odczucie, doznanie w ciele, a nie moralną ocenę samej emocji. Ból po uderzeniu się w palec jest nieprzyjemny, ale nie jest „zły”. Jest po prostu informacją, że doszło do urazu. Tak samo strach, smutek czy złość są nieprzyjemne w odczuciu, ale niosą ze sobą cenną informację.
Kiedy zaczynasz myśleć o emocjach w tych kategoriach, zdejmujesz z siebie ciężar oceniania. Zamiast walczyć z uczuciem, możesz zadać sobie pytanie: „OK, czuję coś nieprzyjemnego. Co to za uczucie? Co próbuje mi powiedzieć? Jakiej mojej potrzeby nie zaspokojono? Jakiej granicy naruszono?”. To przenosi Cię z pozycji ofiary własnych emocji na pozycję aktywnego obserwatora, który uczy się samego siebie.
Podsumowanie: Twoje emocje to Twój wewnętrzny sojusznik
Spójrzmy na emocje w jeszcze inny sposób: jako na narzędzie, które każdy z nas ma na swoim wyposażeniu. Jak każde narzędzie, mogą nam doskonale służyć, ale tylko wtedy, gdy nauczymy się z nich korzystać. Cała sztuka polega na znalezieniu złotego środka między dwoma skrajnościami.
Z jednej strony, nie możemy tego narzędzia ignorować. Próba tłumienia emocji lub udawania, że ich nie ma, to jak próba nawigacji w gęstym lesie bez kompasu, z zamkniętymi oczami. Emocje to dane, surowe i szczere, na temat Twoich potrzeb, granic i tego, co jest dla Ciebie naprawdę ważne. Ignorowanie ich to proszenie się o kłopoty – zgubienie drogi, wpadnięcie w pułapkę lub zderzenie z czymś, czego nie zauważyliśmy.
Z drugiej strony – i to jest kluczowe rozróżnienie – emocja to informacja, ale nie jest to prawda objawiona. To ważny głos doradczy, ale nie ostateczny rozkaz. Poczucie złości nie jest równoznaczne z przyzwoleniem na agresję. Poczucie lęku nie oznacza, że musisz bezwarunkowo uciekać. Twoje uczucia informują Cię o Twoim wewnętrznym stanie, ale to Ty, jako świadoma osoba, podejmujesz ostateczną decyzję. Między bodźcem (emocją) a reakcją (działaniem) jest przestrzeń. To w tej przestrzeni leży Twoja wolność i siła – Ty decydujesz, co zrobisz z otrzymanym sygnałem.
Prawdziwa dojrzałość emocjonalna nie polega ani na kamiennej twarzy i tłumieniu uczuć, ani na byciu niewolnikiem swoich nastrojów. Polega na mądrym korzystaniu z tego wewnętrznego kompasu: na odczytywaniu jego wskazań, braniu ich pod uwagę, ale ostatecznie na samodzielnym wytyczaniu kursu. To jest siła, o którą warto zabiegać – siła świadomego wyboru, oparta na zrozumieniu, a nie ignorancji tego, co dzieje się w nas w środku.
A co wy myślicie na ten temat?
Dajcie znać w komentarzu!
Po więcej treści zapraszamy na naszego Instagrama i YouTube.
